Przewodnik po intuicji, dla tych, którzy jeszcze nigdy nic…

Autor: Agnieszka Soszyńska – psychopedagog
Skuteczność ludzkich zdolności przetwarzania informacji robi wrażenie, jednak obok wszystkich „cudów” jakie potrafi człowiek w porównaniu z innymi zwierzętami, należy zauważyć również, że popełniamy przewidywalne błędy i formułujemy fałszywe osądy, i z wielką łatwością podtrzymujemy błędne przekonania. Pomimo możliwości korzystania z analitycznych umiejętności często idziemy w naszym toku myślowym „na skróty”, bądź opieramy się na przeczuciach. Zanim jednak zastanowimy się nad mechanizmami tych błędów rozpatrzmy czym właściwie jest intuicja i jak była pojmowana na przestrzeni czasów.
Ludzka intuicja jest czymś więcej niż tylko instynktem i jej fenomen od wieków zajmował umysły myślicieli. Intuicja, z łacińskiego intuitus, oznacza przyglądanie się, czyli spostrzeganie za pomocą wzroku. Pojęcie to w starożytności oznaczało wprawdzie zmysłowość, ale była to metafora, oznaczająca przede wszystkim bezpośredniość, naoczność poznania. Tą bezpośredniość uznawano za jedną z cech intuicji. W filozofii zachodu intuicję najczęściej przeciwstawiano poznaniu logicznemu, analitycznemu. Uczeni naszego kręgu kulturowego największe zdolności poznawcze przypisywali właśnie rozumowi, a znaczenie intuicji rozpatrywali dopiero w kontekście następującego po nim zrozumienia. Zdecydowanie mniej myślicieli intuicję traktowało jako proces o autonomicznych wartościach. Inną z cech intuicji odnotowaną już przez filozofów jest jej całościowe i ciągłe odzwierciedlanie zdarzeń i obiektów. Zupełnie inaczej traktowana jest intuicja w filozofii wschodu, gdzie przez wieki wykształciło się podejście nazwane przez Ornsteina (1977) psychologią ezoteryczną. Kładzie się tam duży nacisk na odczucia i intuicyjne poznawanie świata.
Kolańczyk wymienia trzy wyznaczniki charakteryzujące intuicję:
– nagłe pojawienie się decyzji percepcyjnej, behawioralnej lub decyzyjnej o rozwiązaniu problemu,
– trudność w nazwaniu przesłanek i innych czynników wpływających na tę decyzję,
– globalność ujmowania sytuacji spostrzeganej czy problemowej.
Nęcka (1983) sądzi, że lepszymi wskaźnikami od nagłości i nieświadomości jest poczucie aprioryczności i oczywistości sądu. Są one konsekwencją natychmiastowości. Ich wadą jest jednak to, że są dostępne jedynie introspekcyjnie, podczas gdy obiektywnymi miarami mogą być np.: czas reakcji, deklaracja trudności w zwerbalizowaniu przesłanek oraz używanie przez osoby badane twierdzeń typu „mam przeczucie”, generalizacja. Tam gdzie istnieje możliwość zastosowania miar obiektywnych, wskaźniki subiektywne można stosować jako dane uzupełniające, warte analizy zwłaszcza wtedy gdy istnieje rozbieżność z materiałem obiektywnym.
Według Tversky’ego i Kahnemana sąd nazywamy intuicyjnym:
– jeśli osiągany jest przez niesformalizowany i nieustrukturyzowany sposób rozumowania bez użycia analitycznych metod i przemyślanych kalkulacji,
– gdy zgadza się z naszym potocznym modelem świata,
– gdy stosujemy reguły w normalnym porządku np.: reguły gramatyczne.
W pierwszym przypadku taki nieustrukturyzowany sposób rozumowania może posiadać potencjał twórczy. Z kolei normalny porządek reguł może oznaczać rutynę, nieświadomą kompetencję. Przykład drugiej wersji sądu intuicyjnego zdaje się być efektem aktualizowania znanych treści zgodnie z doświadczeniem.
A jak to wygląda w codziennym życiu? Każdy z nas doświadczył kiedyś przeczucia, nagłego olśnienia, dzięki któremu podjął słuszną, jak się później okazało, decyzję – począwszy od wzięcia parasola wychodząc na spacer, skończywszy na inwestycji giełdowej. Co się jednak dzieje gdy zabraknie nam szczęścia? Jak to jest, że intuicja zawodzi?
Według Helstona i Buss „błędy poznawcze […] istnieją obecnie, ponieważ w przeszłości umożliwiały przetrwanie i dawały człowiekowi przewagę.” Błędy wynikające z intuicyjnego myślenia mogą dotyczyć różnych dziedzin i dawać różnorakie konsekwencje. Myers dzieli je na:
– intuicje retrospekcyjne i predykacyjne, np.: konstruowanie wspomnień,
– intuicje związane z naszą kompetencją i prawością, np.: złudzenie „wiedziałem, że to się zdarzy”,
– intuicje dotyczące rzeczywistości, np.: heurystyki.
Ludzka pamięć jest zawodna. Kiedy przypominamy sobie wcześniejsze doświadczenia z naszego życia, często „konstruujemy” je na nowo, komponujemy je z rzeczywiście zapamiętanych faktów, pomijamy inne, dodajemy nowe elementy. Badania przeprowadzone przez Offera (1962) wykazały, że rozbieżności w odpowiedziach udzielonych przez badanych chłopców kiedy byli w dziewiątej klasie, a potem pod koniec lat ’90, gdy byli już dorosłymi mężczyznami, są zaskakująco duże. Np.: tylko 1/3 z nich przypominała sobie, że była karana fizycznie, podczas gdy w dziewiątej klasie potwierdzało to 82% z nich. (Offer, 2000). W innych doświadczeniach (Markus, 1986) wykryto, że osoby, których poglądy zmieniły się, uparcie twierdzą, że myślały tak od zawsze. Wspomnienia dotyczące bliższej przeszłości też potrafią być błędne. Nasze przekonania budują nasze wspomnienia. Kobiety, które uważają, że nęka je PMS, przypominają sobie, że objawy nasiliły się przed ostatnią miesiączką. Jednak badania (Hardie, 1997, McFarland, Ross, DeCourville, 1989 i in.) polegające na codziennym notowaniu samopoczucia wykazały niewielkie zmiany w obrębie cyklu. Poza tym nie stwierdzono różnic między samopoczuciem kobiet cierpiących na PMS a tymi, które się na to nie uskarżały.
Według Kahnemana gromadzone przez nas wspomnienia bólu zapisują jego moment kulminacyjny i końcowy, ale pomijają czas jego trwania. Wnioski dla medycyny są jasne: bolesne zabiegi lepiej kończyć stopniowo niż nagle. Kiedy tę zasadę zastosowano w badaniu okrężnicy pacjenci, u których zabieg kończono wolniej wspominali dłuższy dyskomfort jako mniej bolesny.
Takie „przekłamania” nie dotyczą tylko negatywnych wspomnień. Także te pozytywne zmieniają się w czasie, stając się bardziej wzmocnione. Studenci, którym dobrze poszedł egzamin, potem pamiętają, że byli bardziej szczęśliwi niż określali to w chwili jego zdania.
Ta zawodność pamięci sprawia, że jest ona kiepską miarą w ocenie różnych sytuacji czy zdarzeń (np.: ocena skuteczności przebytej terapii). Ludzie chętnie tworzą wspomnienia potwierdzające ich aktualne poglądy. Wixon i Laird z Clark University, zajmujący się badaniem postaw, donoszą: „prędkość, skala i pewność z jaką ludzie poprawiają swoją własną przeszłość są uderzające” (1976). Ludzie uczestniczący w programach samodoskonalenia, rzucania palenia itp. statystycznie wykazują nieznaczne polepszenie mimo iż same odczuwają „znaczną poprawę”. Może to być wynikiem chęci rozliczenia się przed samym sobą z zainwestowanych pieniędzy, czasu czy wysiłku, bądź umniejszaniem swojego wcześniejszego „ja” by móc czuć się lepszym teraz.
Prócz aktualnych poglądów, wpływ na naszą świadomość dotyczącą przeszłości ma także nasz obecny nastrój. Nastrój przygnębienia prowadzi do negatywnych skojarzeń, które ujemnie zabarwiają nasze wspomnienia i odwrotnie. Badani w depresji określali swych rodziców jako odrzucających i karzących, a po wyjściu z choroby obraz rodziców poprawił się (Lewinsohn, Rosenbaum, 1987). W innym eksperymencie, w zależności od kontekstu badani oceniali neutralny wyraz twarzy jako wrogi, smutny lub wesoły (Forgas, Bower, Krantz, 1984).
Innym interesującym zjawiskiem jest efekt dezinformacji. Jest on tak silny, że ludzie często mają problem z odróżnieniem wspomnień i wydarzeń rzeczywistych od zasugerowanych (Loftus, 2000). Badanym, będącym świadkami zdarzenia, celowo podaje się błędne informacje dotyczące tego co widzieli. Ludzie często włączali te informacje do swego wspomnienia. Np.: znak „ustąp pierwszeństwa” pamiętają jako znak stopu, młotki zamieniają się w śrubokręty itp. Na poziomie intuicyjnym wspomnienia fałszywe wydają się prawdziwe, tak samo jak prawdziwie wyglądają złudzenia percepcji. Zaobserwowano to również u osób, które błędnie przypominały sobie gdzie były kiedy usłyszały o katastrofie promu Chalanger. Nawet kiedy pokazano im własnoręcznie sporządzone w dzień po katastrofie raporty, twierdziły, że wersja oryginalna była inna. W książce „The Sexual Healing Journey” Wendy Maltz zachęca: „Wyobraź sobie, że byłeś molestowany seksualnie. Oddaj wyobraźni kontrolę, pozwól intuicji, by kierowała twoimi myślami.” Tym czasem eksperyment z tym jak daleko ludzka intuicja posunie się w tworzeniu fikcji wykazują, że np 58% dzieci w wieku przedszkolnym przedstawiało fałszywe historie o jednym lub więcej zdarzeniu, które nigdy się nie wydarzyły, po tym jak wcześniej poproszono by je sobie wyobraziły. To jak zawodna jest nasza intuicja odnośnie naszych wspomnień wykazały wielokrotnie badania nad zeznaniami naocznych świadków, które dowiodły, że najbardziej pewni siebie świadkowie są najbardziej przekonywujący, ale jednocześnie nie są najdokładniejsi (Myers, 2002).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.