Rozwijanie kreatywności cz.1

„Tak więc z walki w przyrodzie, z głodu i śmierci bezpośrednio wynika najwznioślejsze zjawisko, jakie możemy pojąć, a mianowicie powstawanie wyższych form zwierzęcych. Wzniosły zaiste jest to pogląd, że Stwórca natchnął życiem kilka form lub jedną tylko i że gdy planeta nasza podlegając ścisłym prawom ciążenia dokonywała swych obrotów, z tak prostego początku zdołał się rozwinąć i wciąż jeszcze się rozwija nieskończony szereg form najpiękniejszych i najbardziej godnych podziwu.”

Darwin

Mówi się, że małpa stukająca losowo w klawisze w końcu napisze Hamleta*. Co więc w takim razie jest wyjątkowego w człowieku? Inteligencja? Zapewne tak – pozwala nam poznawać reguły rządzące otaczającym nas światem w nieporównywalnie większym stopniu niż innym żywym istotom – w tym także małpom, ale czy to z faktu istnienia samej inteligencji wynika idea istnienia bogów, wolnej woli czy piękna? Zdaje się, że ludzi wyróżnia coś więcej – coś, co pozwala na snucie w umyśle opowieści „co by było, gdyby…”.
Oczywiście można by powiedzieć, że to, co nas wyróżnia przede wszystkim, to wielki mózg – a dokładniej mówiąc jego proporcje w stosunku do wagi ciała – około trzy razy większy niż u szympansów. I oczywiście będzie to prawdą. Można by również dodać, że to ta zwiększona objętość, dająca nam „większą moc obliczeniową”, pozwoliła na wyłonienie się takich osobliwości jak język, nauka czy religia. Jednak, jeśli się dobrze przyjrzymy, możemy także dojść do wniosku, że są one zaledwie wynikiem bądź efektem ubocznym funkcjonowania czegoś jeszcze innego. Ważniejsze może, choć oczywiście nie musi, okazać się to, z czego czasem wynikają, a mianowicie ze skłonności naszego umysłu do poszukiwania reguł.
Kiedy w latach 60. Benoit Mandelbrot wprowadził nowe pojęcie „fraktala” wzbogacił nasze pojmowanie świata. Ludzie od zawsze poszukiwali schematów – kula, kropla deszczu, planeta – regularność dająca nam poczucie, że rzeczywistość ma jakiś sens, że jej struktura ma jakąś nadrzędną formę. Jednak szukanie zależności okazywało się często łatwiejsze od ich znajdowania. Można było zaobserwować obiekty, które tej idealnej harmonii nie odzwierciedlały – linia brzegowa kontynentów, drzewa, chmury. Mandelbrot (1982) uzupełnił ten nie pasujący dotąd element o własną definicję: fraktale czyli „formy geometryczne o subtelnej strukturze na każdym poziomie powiększenia” – nieregularne, lecz charakteryzujące się regularnością tej nieregularności. Otworzyło to zupełnie nowe drzwi matematykom i nie tylko im.
Ale czym właściwie są te tak poszukiwane przez nas reguły? Czy mówią nam jak wszechświat wygląda naprawdę, czy też tylko nasz szukający wzorów umysł wymyśla je albo dobiera? To interesujące pytanie, ale odpowiedź na nie może nie być wcale tak interesująca jak uświadomienie sobie faktu, że właściwie nie chodzi o to, jaka jest rzeczywistość, lecz o wiele ciekawsze bywa to, jak ludzki umysł pojmuje i interpretuje zjawiska i jaką strukturę im nadaje.
W tym miejscu powróćmy do roli opowieści jakie tworzymy sobie we własnej głowie by „odkodować” i zinterpretować otaczający świat nadając mu coś na kształt własnego wystroju wnętrza. To dzięki takim „opowieściom” człowiek, który spojrzał kiedyś na nocne niebo i – zamiast tworzących zupełnie przypadkowe konstelacje niezliczonych plam światła, będących tak naprawdę oddalonymi o niewyobrażalny dystans płonącymi gigantycznymi kulami z wodoru i helu* – zobaczył bogów. Opowieść daje możliwość ogarnięcia złożonej rzeczywistości poprzez sprowadzenie jej do modelu, który można zrozumieć i który wyjaśnia zależności przyczynowo-skutkowe – tak jak robią to na przykład bajki z morałem dla dzieci czy mity plemienne – oraz, co ważniejsze,  pozwala przekazać to zrozumienie dalej – innym umysłom a nawet następnym pokoleniom umysłów tak, by nie musiały odkrywać całej tej wiedzy na nowo i dzięki temu przesuwać granice poznania coraz dalej.
Jest ostatecznie jeszcze jedna istotna korzyść ze snucia narracji o otaczającej rzeczywistości. To dzięki niej ludzki umysł może dokonywać eksperymentów myślowych i wyciągać na ich podstawie bardzo istotne wnioski, podczas kiedy ciało spoczywa spokojnie w fotelu. Dzięki myśleniu w kategoriach „co by było, gdyby…”, może nie tylko interpretować ale i kreować rzeczywistość.
Owa „kreatywność” stała się dzisiaj wyjątkowo popularna. Pracodawcy oczekują takiej cechy u swoich potencjalnych pracowników – nawet na stanowiskach nie do końca uzasadniających takie oczekiwania. Rozwój kreatywności u dzieci jest celem często proponowanym i chętnie wprowadzanym do programów nauczania. Richard Florida (2002) postuluje nawet powstanie całej odrębnej kreatywnej klasy społecznej mającej stanowić następny krok w ewolucji zachodniej cywilizacji.
Nie ulega wątpliwości, że człowiek jest istotą wyjątkową pod względem uposażenia w kreatywność jako cechę i zdolność do tworzenia na tle innych gatunków zamieszkujących tę samą planetę. Zdaje się, że trudno o coś bardziej ludzkiego niż ten właśnie potencjał. Jednak dużo bardziej interesujące jest zagadnienie zróżnicowania tego zjawiska już w obrębie własnego gatunku, gdzie obok licznych „przeciętnych umysłów”, pojawiają się czasem takie, które, choć żyją w czasach, w jakich zwykło się palić ludzi żywcem, potrafią stwierdzić jak doskonałym tworem jest człowiek
Poszukujące zasad umysły dostrzegły ten fenomen i zgodnie z inną zasadą, głoszącą, że pewnych pytań nie powinno się zadawać, ale zawsze ktoś to zrobi, zaczęły go badać. Im lepiej wychodziło im odpowiadanie na stawiane wobec zagadnienia kreatywności pytania, tym bardziej zadziwiający okazywał się być umysł.
W efekcie tego dzisiaj dostępnych jest wiele „pomysłów do rozważenia”, które mówią nam jak „działa” kreatywność.  Tak jakby rzeczywiście badające ją umysły należały do ślepców próbujących opisać dotykanego słonia. Z każdej teorii wyłania się nieco inny obraz, ale generalnie wszyscy zdają się mieć (przynajmniej po części) rację. Wiele z teorii przeszło surowe testy zgodności z rzeczywistością. Cześć okazała się bardziej trafna od innych, jednak nadal nie wyjaśniły wszystkiego, a czasem wręcz doprowadziły do wyłonienia się nowych pytań. Poszukiwania zasad trwają nieprzerwanie, tak jak ma to miejsce w innych dziedzinach nauki. Jednak czy nawet poznanie wszystkich mikroreguł (do czego zdają się dążyć współcześni naukowcy) pozwoli nam poznać ich makrokonsekwencje i zrozumieć w pełni to wyjątkowe zjawisko, czy może tak jak miało to miejsce w przypadku mrówki Langtona (1986), kiedy będzie się nam wydawało, że już nic więcej nie zostaje do zaobserwowania, mrówka zacznie budować autostradę?
Z wyłanianiem się geniuszu z potencjału jest trochę tak jak ze wspomnianą  mrówką Langtona*. Po chaotycznym błądzeniu, zaczyna pojawiać się elegancki wzorzec. Kiedy już go widzimy łatwo wskazać argumenty prowadzące do jego zaistnienia. Możemy je prześledzić krok po kroku – a jednak zanim nieuniknione nastąpiło, nikt tak naprawdę się tego nie spodziewał.
Jako trenerzy kreatywności dostajemy w spadku po poprzednich badaczach i praktykach „zestaw reguł”, które w naszym przypadku nie są niestety takimi regułami jak te, które rządzą światem mrówek Langtona. Są to raczej pewne sugestie, wskazówki, gwarantujące nam pewne prawdopodobieństwo, że jeśli będziemy postępować według nich, uda nam się przekuć potencjał w rzeczywiste osiągnięcia – jednak „pewne prawdopodobieństwo” nie oznacza „na pewno”. Stąd konieczność zadania kolejnych kłopotliwych pytań i sprawdzenia jak te „reguły” mają się do rzeczywistości. Czy jeśli weźmiemy garstkę osób i przez kilka lat bardzo intensywnie będziemy stosować na nich dane nam prawidła a dodatkowo pozwolimy im je dogłębnie poznać, to okażą się ostatecznie sprawniejsze w „budowie autostrady” niż takie, które zajęte były przez ten czas czymś innym? Jeśli odpowiemy na to pytanie to być może przybliżymy się do odpowiedzi na inne, nie będące wprawdzie przedmiotem tej pracy, niemniej możliwe, że najważniejsze – czy warto skupiać się na rozwijaniu samej tylko kreatywności, czy może jest ona per se tak nieunikniona, że urzeczywistni się niezależnie od tych oddziaływań?

* To może być prawda, jeśli tylko ktoś ma ochotę czekać dłużej niż całkowity wiek wszechświata.
* O czym oczywiście nie mógł wówczas wiedzieć.
* Ta analogia jest też tylko kolejną „opowieścią”, bo nie jest przecież celem mrówki osiągnięcie tej harmonii – ona tylko podporządkowuje się regułom.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.